|
Słyszałem twoją modlitwę, widziałem twoje łzy. 2 Krl 20,5
Uciekł niedawno z Korei Północnej.
Opowiedział nam o swoim życiu. Stanęliśmy w kręgu wokół niego, by się modlić.
Położyłem ręce na jego ramieniu. Pochyliłem głowę i zamknąłem oczy. Połączyłem
się w modlitwie z innymi – przyjechali tu z różnych stron świata. Nagle
otwarłem oczy i spoglądając bezwiednie w podłogę zobaczyłem spadającą kroplę.
Odruchowo podniosłem głowę do góry, sądząc, że może dach przecieka lub
powietrze się skropliło. Kątem oka dostrzegłem jednak, że to on… płacze. Łza za
łzą powoli wypływały spod ściśniętych powiek. Nigdy nie widziałem takich łez –
jakżeż wiele można było w nich wyczytać: strach, ból, pogruchotane życie,
marzenia starte na proch, niepewność, rozłąka z bliskimi – może na zawsze.

Raj na ziemi
„W północnokoreańskim komunistycznym raju nie uświadczysz aniołów, radosnych
dźwięków harf i lutni, doniosłego alleluja. Nie znajdziesz barwnych ogrodów czy
krainy mlekiem i miodem płynącej. Są tam za to głód i obozy koncentracyjne.
Ludzie wychwalają swego Pana Kim Ir Sena i jego syna – Kim Dzong Ila w zaciszu
własnych, ubogich mieszkań. W pokornej modlitwie proszą Ukochanego Wodza,
by uchronił ich od śmierci głodowej” – ta smutna refleksja Dariusza Stawika z
Amnesty International doskonale ukazuje niezwykle ponurą rzeczywistość Korei Północnej,
w której z obiecanego raju pozostali jedynie bogowie: miłosierny ojciec narodu,
Wielki Wódz Kim Ir Sen i „Słońce XXI wieku”, Drogi Wódz Kim Dzong Il. Są to
jednak bogowie kapryśni, skrajnie egoistyczni, zadufani w sobie, rozpustni,
bezwzględni.
Powszechnie obowiązującą ideologią
w Korei Północnej jest stworzona przez Kim Ir Sena Dżucze. Choć kraj ten jest z
założenia ateistyczny i antyreligijny, to jednak posiada ona wszelkie znamiona
religii. Ma swoich bogów: Kim Ir Sena i Kim Dzong Ila. Zmarły w 1994 r. Kim Ir
Sen, został cztery lata później uznany za Wiecznego Prezydenta Korei Północnej
i wciąż pozostaje oficjalnie głową państwa. Jego zabalsamowane zwłoki zostały
złożone w szklanym sarkofagu i umieszczone w specjalnym mauzoleum. Książki Wodzów
są odpowiednikiem Pisma Świętego. Stworzono liczne miejsca kultu, w tym: 30-metrowy
wykonany z brązu pomnik Kim Ir Sena, 170-metrową Wieżę Idei Dżucze i świętą Górę
Paektu. Obchodzone są także święta, z których największymi są urodziny Kim Ir
Sena i Kim Dzong Ila. Wtedy nawet więźniowie obozów koncentracyjnych mają dzień
wolny od pracy.
Północnokoreańscy bogowie stworzyli swoim
poddanym prawdziwe piekło na ziemi. Kontroli jest poddany dosłownie każdy
aspekt życia. Nawet dzieci zmusza się do donoszenia na rodziców. Obowiązuje
zakaz podróżowania poza rejon zameldowania bez specjalnego zezwolenia, które
można otrzymać tylko w przypadku ślubu, pogrzebu lub wyjazdu służbowego.
Przeprowadza się comiesięczny sprawdzian liczby mieszkańców. Obywateli
podzielono na specjalne klasy i kategorie, według których przydzielana jest
żywność i dostęp do opieki medycznej.
Wszelka krytyka Kim Ir Sena lub Kim Dzong Ila
traktowana jest jak akt zdrady i karana surowym wyrokiem w obozie
koncentracyjnym. Opozycja nie istnieje, bo wszyscy przeciwnicy reżimu zostali
publicznie straceni lub uwięzieni. Strażnikom zakazano okazywać więźniom
jakiekolwiek współczucie. Więźniów wykorzystuje się do eksperymentów medycznych
i ćwiczeń w strzelaniu. Szacuje się, że od 1972 r. na skutek tortur i brutalnego
traktowania w obozach koncentracyjnych zmarło 400 tys. osób. Reżim utrzymuje
władzę, stosując politykę głodu i nieludzkich warunków życia. By zdobyć środki
na swój ekstrawagancki styl życia nie cofa się nawet przed handlem narkotykami
na szeroką skalę. Za prawdziwą tragedię należy uznać fakt, że ostatnio wszedł w
posiadanie broni nuklearnej.
W wyniku głodu, jaki zapanował w Korei Północnej w drugiej połowie lat 90. XX w., zmarło przynajmniej milion osób. Niektóre statystki mówią nawet o trzech milionach. Międzynarodowe organizacje humanitarne napotykały niespotykane utrudnienia i obostrzenia ze strony reżimu
w dystrybucji żywności. Wiele pomocy nie trafiało do najbardziej
potrzebujących, lecz do opływających w dostatki elit partyjnych i wojskowych. W
tym samym okresie Kim Dzong Il zbudował dla siebie wiele superkomfortowych
rezydencji. W 1998 roku, w szczytowym okresie głodu, Korea Północna sprowadziła
ze Szwajcarii zegarki o wartości 2,6 mln dolarów. Reżim przeznacza 24% budżetu
państwa na utrzymanie czwartej co do wielkości armii świata, a 4% na budowę i
konserwację pomników ku czci Kim Ir Sena i Kim Dzong Ila. Gdyby zaoszczędzono
choćby 1/3 tej kwoty, niedobory żywności zostałyby zażegnane. Mimo to duża
część społeczeństwa jest w dalszym ciągu niedożywiona. Eksperci ostrzegają, że
podobny głód może się wkrótce powtórzyć.
Stacja Woljeongri
Pojechaliśmy w pobliże granicy z
Koreą Północną. Zatrzymaliśmy się przy stacji Woljeongri, położonej w rejonie
najkrwawszych walk w czasie wojny koreańskiej. Kiedyś prowadziła tędy trasa
kolejowa z Seulu do Wonsan na Północy. Teraz pozostały tylko zardzewiałe
szczątki pociągu zniszczonego w czasie wojny – ostatniego, jaki tędy jechał.
Opodal widnieje napis „Żelazny koń chce jechać”. Nie ma jednak dokąd. Przed nim
na szerokim wale o wysokości kilku metrów stoi stalowe ogrodzenie umocnione u
góry drutem kolczastym, pilnie strzeżone przez południowokoreańskich żołnierzy.
Za nim rozciąga się czterokilometrowa strefa zdemilitaryzowana, która od czasu
podpisania rozejmu w 1953 r. oddziela obydwie Koree, pozostające wciąż
formalnie w stanie wojny. Jest to najpilniej strzeżona granica na świecie. Nie
ma przejść granicznych. Poza nielicznymi wyjątkami, służącymi głównie celom
propagandowym, nikt nigdy jej nie przekroczył. By przeprowadzić uderzenie z
zaskoczenia Korea Północna drążyła pod nią w latach 60. i 70. XX w. kilkanaście
tuneli. Dotychczas wykryto cztery z nich. Obecnie stanowią atrakcję
turystyczną.
Stojąc blisko siebie, zaczęliśmy
się modlić. Nagle jeden z naszych północnokoreańskich braci rzewnie się
rozpłakał. Płacz przerodził się w spazmatyczny szloch. Niemal na wyciągnięcie
ręki był jego kraj, w którym wciąż mieszkali jego bliscy, przyjaciele,
sąsiedzi, o których losie od lat nic nie wiedział. Sam cudem dotarł do Korei
Południowej. Zajęło mu to wiele lat. Bezwzględny reżim komunistyczny spalił
jego życie, jakie kiedyś znał.
Chciałby pojechać dalej na Północ,
ale nie jest to możliwe. Jest teraz śmiertelnym wrogiem reżimu, być może na
zawsze oddzielonym od tych, których kocha. Podobnie jak miliony innych rodzin,
rozdzielonych w wyniku wojny koreańskiej, którym komuniści nie pozwolili na
żaden kontakt z bliskimi. Podobnie jak wielu południowokoreańskich jeńców
wojennych, którym Korea Północna nigdy nie pozwoliła na powrót do swojego
kraju. Podobnie jak tysiące podstępnie zwabionych do Korei Północnej
Koreańczyków z Japonii, którym potem odebrano cały majątek i uczyniono z nich
niewolniczą siłę roboczą. Podobnie jak setki tysięcy uciekinierów, rozsianych
po Chinach, gdzie nie mają żadnych praw i muszą stale się ukrywać, by nie
zostać deportowani z powrotem do piekła, z którego uciekli, gdzie czekają ich
tylko więzienia, obozy koncentracyjne, a często śmierć. Podobnie jak wielu
wrogów politycznych, zmuszanych przez władzę komunistyczną do rozwodu i rozsyłanych
w odległe zakątki kraju. Podobnie jak setki obywateli japońskich i tysiące
południowokoreańskich uprowadzonych przez tajne służby północnokoreańskie,
niekiedy nawet prosto z ulic europejskich stolic, którzy przepadli na zawsze.
Podobnie jak 200 tysięcy więźniów obozów koncentracyjnych, z których wielu nie
ma żadnych szans wyjść na wolność, zsyłanych tam całymi rodzinami, gdyż Kim Ir
Sen swego czasu nakazał, by przeciwników politycznych likwidować do trzeciego
pokolenia.
Myślę, że chyba dlatego płakał. Mieszkałem potem u niego kilka dni, ale zabrakło mi odwagi, by zapytać go o powód jego łez. Mogę się tylko domyślać.
Nikt go o to nie pytał.
Chrześcijanin z Pakistanu, który sam z narażeniem życia służy Chrystusowi,
podszedł do niego i przytulił go – pozwolił mu wypłakiwać się na swoim ramieniu.
Stali tak kilka minut. Patrzyłem na nich w milczeniu i pomyślałem: To właśnie
jest Kościół, za który Jezus umarł. To właśnie jest Jego Ciało. Właśnie dlatego
pozostawił nas na ziemi i dał nam to proste zalecenie: „Płaczcie z płaczącymi”.
Bramy piekielne nie przemogą go
Reżim komunistyczny od samego
początku postawił sobie za cel unicestwienie chrześcijaństwa. W 1945 roku na
terenie Korei Północnej było ponad 300 tys. chrześcijan, w samym Phenianie,
nazywanym Jerozolimą Wschodu, znajdowało się sto kościołów (obecnie pozostały
tylko trzy pokazowe, w których nabożeństwa są aranżowane na potrzeby
zagranicznych gości). W wyniku surowych represji od 1953 r. życie straciło 300
tys. chrześcijan, zrzucanych z mostów do lodowatych rzek, zagładzanych na
śmierć w więzieniach. Rodzicom odbierano dzieci i osadzano je w specjalnych
komunistycznych ośrodkach wychowawczych.

Pomimo tak straszliwych represji
Kościół nie przestał istnieć. Szacuje się, że obecnie w Korei Północnej może
być nawet do 100 tys. chrześcijan, z których większość przebywa jednak w
obozach koncentracyjnych, gdzie są traktowani znacznie gorzej od innych
więźniów. Soon Ok. Lee napisała, że z rozkazu Kim Ir Sena wierzący musieli
chodzić z opuszczonymi głowami, aby nie podnosili wzroku ku niebu.
Wiele nawróceń odnotowuje się wśród
uchodźców w Chinach. Niektórzy z nich postanawiają powrócić do Korei Północnej,
by dzielić się Dobrą Nowiną ze swoimi bliskimi i przyjaciółmi. Niejednokrotnie
płacą za to najwyższą cenę.
O żywotności Kościoła świadczy też
tajny dokument antyreligijny z 2007 r., który stwierdza, że religia
„rozprzestrzenia się jak rak, nawet w północnokoreańskiej armii powołanej do
obrony socjalizmu”, i dlatego „musi zostać bezzwłocznie wypleniona, ponieważ
pochodzi od naszych wrogów rozsianych po całym świecie”.* Ewangelia na wiele
różnych sposobów dociera do Korei Północnej i ponownie okazuje się, że bramy piekielne,
nawet tak szczelnie zatrzaśnięte, jak w Korei Północnej, nie mogą pokonać
Kościoła, który Jezus powołał do życia.
Moja rola?
Norbert Vollerstern napisał: „Ludzie w Korei Północnej nie dadzą
sobie rady sami. Poddani zostali praniu mózgów, terrorowi i innym formom
nacisku stosowanym przez reżim. To jest moja medyczna diagnoza cierpień
Koreańczyków. Musimy znaleźć sposób, aby ulżyć im w cierpieniu”.** Pewien
misjonarz opowiadał o tym, jak zobaczył zdjęcie martwej północnokoreańskiej
kobiety, leżącej na zamulonym brzegu rzeki Tumen, oddzielającej Koreę Północną
od Chin. Uciekała przed głodem i tyranią. Utonęła lub została zastrzelona przez
północnokoreańskich strażników. Zrozumiał wtedy, że Bóg wzywa go do działania.
Pewna chrześcijanka w Korei Północnej przez lata modliła się w ukryciu w małej
komórce. Nie wypowiadała słów na głos, aby nikt na nią nie doniósł. Cały czas
jednak z przejęciem kołysała się na stopach, aż w drewnianej podłodze powstały
wyżłobienia. Bóg zapowiedział już, że tych, którzy przychodzą z wielkiego
ucisku i wyprali swoje szaty we krwi Baranka, poprowadzi do źródeł żywych wód i
otrze wszelką łzę z ich oczu (por. Ap 7,9-17). A jaka jest nasza rola, do czego
wzywa nas Bóg? Na to pytanie każdy z nas powinien odpowiedzieć sam…
Maciej Wilkosz
Artykuł z Biuletynu Głosu Prześladowanych
Chrześcijan – Nr 6(14) 2009
Inni o Korei Północnej
„Dzieci w szpitalach na
prowincji były wyniszczone fizycznie, karłowate, ciche, wyczerpane psychicznie
i po prostu za małe na swój wiek. Ich oczy zionęły pustką, skóra ciasno opinała
kości twarzy. W biało-niebieskich pasiakach wyglądały jak dzieci z Oświęcimia i
Dachau. Ich wygląd świadczył o tym, że nie przetrwają nawet najmniejszego
przeziębienia. Cierpią nie tylko dzieci. Większość dorosłych cierpi na choroby
psychosomatyczne – są wykończeni drylem, niekończącymi się paradami, zebraniami
od szóstej rano i nieustannie wkładaną w głowy propagandą. Są u kresu
wytrzymałości. Szerzy się depresja kliniczna i alkoholizm. Starzy i młodzi
sprawiają wrażenie przerażonych”.**
Norbert Vollerstern, lekarz – jako członek
niemieckiej grupy medycznej, Cap Anamur, przebywał w Korei Północnej od lipca
1999 r. do 30 grudnia 2000 r., kiedy to został wydalony z kraju.
„Odwiedziłem wszystkie byłe i obecne państwa
autorytarne na tej planecie i wydawało mi się, że naprawdę widziałem już
wszystko. Byłem świadkiem różnych form kontroli i nadużyć na Kubie pod rządami
Castro i w Albanii za Hoxha, w komunistycznych Chinach i Wietnamie. Żadnej z
tych wizyt nie można porównać do tego, co zobaczyłem w Korei Północnej, gdzie
oznaki represji i izolacji są tak wyraźne, że bezustannie wywoływały u mnie
dreszcze”.**
Maurizio Giuliano, dziennikarz i brytyjsko-włoski ekspert do
spraw polityki
„Uważałem to za normalne, gdy moi koledzy z
klasy nie pojawiali się w szkole, ponieważ byli zbyt osłabieni głodem. Kiedy
byłem w trzeciej klasie, koleżanka Oh Eun Kung ciężko zachorowała, ponieważ
najadła się dzikich moreli. Godzinami wiła się w agonii, zanim umarła. Nie
przysługiwała jej pomoc medyczna. Mogliśmy jedynie cicho zapłakać. Miałem też
przyjaciela, Lee Kwang Jina, którego ojciec ciężko zachorował. Matka pracowała
na bazarze, ale nie radziła sobie z utrzymaniem rodziny, ponieważ zabrano im
przydział żywnościowy. Cała rodzina umierała z głodu. Kwang Jin i jego brat
wyglądali tak strasznie, że nie można było na nich patrzeć. Dowiedziałem się
potem, że ich ojciec uciekł i umarł z rozpaczy, a matka w szoku opuściła synów.
W końcu obaj rzucili szkołę i zaczęli żyć na ulicy. Brat Kwang Jina zmarł z
głodu, a Kwang Jin żył z tego, co ukradł na targu. Zimą zamarzł na śmierć. Teraz, gdy o
tym myślę, wydaje mi się, że związani byliśmy jakimiś niewidocznymi kajdanami,
które nie pozwalały nam przeciwstawić się władzom, mimo iż to one były
sprawcami naszego bólu”.**
Kang Huk, po ucieczce z Korei Północnej zamieszkał z rodzicami w
Korei Południowej<
„W ciągu tych lat, które spędziłam w
więzieniu, widziałam, jak umiera wielu chrześcijan. A jednak nigdy nie wyparli
się Boga, który jest w niebie. Wystarczyło, żeby powiedzieli, iż nie wierzą w
religię, a zostaliby zwolnieni. Nie rozumiałam,
dlaczego nie boją się śmierci. Ich niespotykana wiara wzbudziła w moim sercu
wielkie pytanie: Co takiego oni widzieli,
czego ja nie wiem?”.
Soon Ok Lee, oddana członkini partii komunistycznej, która na podstawie
sfabrykowanych oskarżeń przebywała w północnokoreańskim więzieniu w latach
1986-1992. Po ucieczce z kraju i dotarciu do Korei Południowej została
chrześcijanką (cytat pochodzi z jej autobiografii Eyes of the Tailess Animals).
* Cyt. za: Prześladowani i zapomniani. Raport o prześladowaniach chrześcijan w latach 2007-2008, Pomoc Kościołowi w Potrzebie.
** Cyt. za: Korea Północna za zasłoną, red. prof. A. Rzepiński, Helsińska Fundacja Praw Człowieka Warszawa 2004. |