Głos Prześladowanych Chrześcijan

Pamiętajcie o więźniach, jakbyście współwięźniami byli ... Hbr 13,3

KOREA PÓŁNOCNA: Łzy uciśnionych

Słyszałem twoją modlitwę, widziałem twoje łzy. 2 Krl 20,5

Uciekł niedawno z Korei Północnej. Opowiedział nam o swoim życiu. Stanęliśmy w kręgu wokół niego, by się modlić. Położyłem ręce na jego ramieniu. Pochyliłem głowę i zamknąłem oczy. Połączyłem się w modlitwie z innymi – przyjechali tu z różnych stron świata. Nagle otwarłem oczy i spoglądając bezwiednie w podłogę zobaczyłem spadającą kroplę. Odruchowo podniosłem głowę do góry, sądząc, że może dach przecieka lub powietrze się skropliło. Kątem oka dostrzegłem jednak, że to on… płacze. Łza za łzą powoli wypływały spod ściśniętych powiek. Nigdy nie widziałem takich łez – jakżeż wiele można było w nich wyczytać: strach, ból, pogruchotane życie, marzenia starte na proch, niepewność, rozłąka z bliskimi – może na zawsze.

Raj na ziemi

„W północnokoreańskim komunistycznym raju nie uświadczysz aniołów, radosnych dźwięków harf i lutni, doniosłego alleluja. Nie znajdziesz barwnych ogrodów czy krainy mlekiem i miodem płynącej. Są tam za to głód i obozy koncentracyjne. Ludzie wychwalają swego Pana Kim Ir Sena i jego syna – Kim Dzong Ila w zaciszu własnych, ubogich mieszkań. W pokornej modlitwie  proszą Ukochanego Wodza, by uchronił ich od śmierci głodowej” – ta smutna refleksja Dariusza Stawika z Amnesty International doskonale ukazuje niezwykle ponurą rzeczywistość Korei Północnej, w której z obiecanego raju pozostali jedynie bogowie: miłosierny ojciec narodu, Wielki Wódz Kim Ir Sen i „Słońce XXI wieku”, Drogi Wódz Kim Dzong Il. Są to jednak bogowie kapryśni, skrajnie egoistyczni, zadufani w sobie, rozpustni, bezwzględni.

Jedno z miejsc straceń w Korei Północnej

Powszechnie obowiązującą ideologią w Korei Północnej jest stworzona przez Kim Ir Sena Dżucze. Choć kraj ten jest z założenia ateistyczny i antyreligijny, to jednak posiada ona wszelkie znamiona religii. Ma swoich bogów: Kim Ir Sena i Kim Dzong Ila. Zmarły w 1994 r. Kim Ir Sen, został cztery lata później uznany za Wiecznego Prezydenta Korei Północnej i wciąż pozostaje oficjalnie głową państwa. Jego zabalsamowane zwłoki zostały złożone w szklanym sarkofagu i umieszczone w specjalnym mauzoleum. Książki Wodzów są odpowiednikiem Pisma Świętego. Stworzono liczne miejsca kultu, w tym: 30-metrowy wykonany z brązu pomnik Kim Ir Sena, 170-metrową Wieżę Idei Dżucze i świętą Górę Paektu. Obchodzone są także święta, z których największymi są urodziny Kim Ir Sena i Kim Dzong Ila. Wtedy nawet więźniowie obozów koncentracyjnych mają dzień wolny od pracy.

Północnokoreańscy bogowie stworzyli swoim poddanym prawdziwe piekło na ziemi. Kontroli jest poddany dosłownie każdy aspekt życia. Nawet dzieci zmusza się do donoszenia na rodziców. Obowiązuje zakaz podróżowania poza rejon zameldowania bez specjalnego zezwolenia, które można otrzymać tylko w przypadku ślubu, pogrzebu lub wyjazdu służbowego. Przeprowadza się comiesięczny sprawdzian liczby mieszkańców. Obywateli podzielono na specjalne klasy i kategorie, według których przydzielana jest żywność i dostęp do opieki medycznej.

Wszelka krytyka Kim Ir Sena lub Kim Dzong Ila traktowana jest jak akt zdrady i karana surowym wyrokiem w obozie koncentracyjnym. Opozycja nie istnieje, bo wszyscy przeciwnicy reżimu zostali publicznie straceni lub uwięzieni. Strażnikom zakazano okazywać więźniom jakiekolwiek współczucie. Więźniów wykorzystuje się do eksperymentów medycznych i ćwiczeń w strzelaniu. Szacuje się, że od 1972 r. na skutek tortur i brutalnego traktowania w obozach koncentracyjnych zmarło 400 tys. osób. Reżim utrzymuje władzę, stosując politykę głodu i nieludzkich warunków życia. By zdobyć środki na swój ekstrawagancki styl życia nie cofa się nawet przed handlem narkotykami na szeroką skalę. Za prawdziwą tragedię należy uznać fakt, że ostatnio wszedł w posiadanie broni nuklearnej.

W wyniku głodu, jaki zapanował w Korei Północnej w drugiej połowie lat 90. XX w., zmarło przynajmniej milion osób. Niektóre statystki mówią nawet o trzech milionach. Międzynarodowe organizacje humanitarne napotykały niespotykane utrudnienia i obostrzenia ze strony reżimu w dystrybucji żywności. Wiele pomocy nie trafiało do najbardziej potrzebujących, lecz do opływających w dostatki elit partyjnych i wojskowych. W tym samym okresie Kim Dzong Il zbudował dla siebie wiele superkomfortowych rezydencji. W 1998 roku, w szczytowym okresie głodu, Korea Północna sprowadziła ze Szwajcarii zegarki o wartości 2,6 mln dolarów. Reżim przeznacza 24% budżetu państwa na utrzymanie czwartej co do wielkości armii świata, a 4% na budowę i konserwację pomników ku czci Kim Ir Sena i Kim Dzong Ila. Gdyby zaoszczędzono choćby 1/3 tej kwoty, niedobory żywności zostałyby zażegnane. Mimo to duża część społeczeństwa jest w dalszym ciągu niedożywiona. Eksperci ostrzegają, że podobny głód może się wkrótce powtórzyć.

Stacja Woljeongri

Pojechaliśmy w pobliże granicy z Koreą Północną. Zatrzymaliśmy się przy stacji Woljeongri, położonej w rejonie najkrwawszych walk w czasie wojny koreańskiej. Kiedyś prowadziła tędy trasa kolejowa z Seulu do Wonsan na Północy. Teraz pozostały tylko zardzewiałe szczątki pociągu zniszczonego w czasie wojny – ostatniego, jaki tędy jechał. Opodal widnieje napis „Żelazny koń chce jechać”. Nie ma jednak dokąd. Przed nim na szerokim wale o wysokości kilku metrów stoi stalowe ogrodzenie umocnione u góry drutem kolczastym, pilnie strzeżone przez południowokoreańskich żołnierzy. Za nim rozciąga się czterokilometrowa strefa zdemilitaryzowana, która od czasu podpisania rozejmu w 1953 r. oddziela obydwie Koree, pozostające wciąż formalnie w stanie wojny. Jest to najpilniej strzeżona granica na świecie. Nie ma przejść granicznych. Poza nielicznymi wyjątkami, służącymi głównie celom propagandowym, nikt nigdy jej nie przekroczył. By przeprowadzić uderzenie z zaskoczenia Korea Północna drążyła pod nią w latach 60. i 70. XX w. kilkanaście tuneli. Dotychczas wykryto cztery z nich. Obecnie stanowią atrakcję turystyczną.

Stojąc blisko siebie, zaczęliśmy się modlić. Nagle jeden z naszych północnokoreańskich braci rzewnie się rozpłakał. Płacz przerodził się w spazmatyczny szloch. Niemal na wyciągnięcie ręki był jego kraj, w którym wciąż mieszkali jego bliscy, przyjaciele, sąsiedzi, o których losie od lat nic nie wiedział. Sam cudem dotarł do Korei Południowej. Zajęło mu to wiele lat. Bezwzględny reżim komunistyczny spalił jego życie, jakie kiedyś znał.

Chciałby pojechać dalej na Północ, ale nie jest to możliwe. Jest teraz śmiertelnym wrogiem reżimu, być może na zawsze oddzielonym od tych, których kocha. Podobnie jak miliony innych rodzin, rozdzielonych w wyniku wojny koreańskiej, którym komuniści nie pozwolili na żaden kontakt z bliskimi. Podobnie jak wielu południowokoreańskich jeńców wojennych, którym Korea Północna nigdy nie pozwoliła na powrót do swojego kraju. Podobnie jak tysiące podstępnie zwabionych do Korei Północnej Koreańczyków z Japonii, którym potem odebrano cały majątek i uczyniono z nich niewolniczą siłę roboczą. Podobnie jak setki tysięcy uciekinierów, rozsianych po Chinach, gdzie nie mają żadnych praw i muszą stale się ukrywać, by nie zostać deportowani z powrotem do piekła, z którego uciekli, gdzie czekają ich tylko więzienia, obozy koncentracyjne, a często śmierć. Podobnie jak wielu wrogów politycznych, zmuszanych przez władzę komunistyczną do rozwodu i rozsyłanych w odległe zakątki kraju. Podobnie jak setki obywateli japońskich i tysiące południowokoreańskich uprowadzonych przez tajne służby północnokoreańskie, niekiedy nawet prosto z ulic europejskich stolic, którzy przepadli na zawsze. Podobnie jak 200 tysięcy więźniów obozów koncentracyjnych, z których wielu nie ma żadnych szans wyjść na wolność, zsyłanych tam całymi rodzinami, gdyż Kim Ir Sen swego czasu nakazał, by przeciwników politycznych likwidować do trzeciego pokolenia.

Myślę, że chyba dlatego płakał. Mieszkałem potem u niego kilka dni, ale zabrakło mi odwagi, by zapytać go o powód jego łez. Mogę się tylko domyślać.

Nikt go o to nie pytał. Chrześcijanin z Pakistanu, który sam z narażeniem życia służy Chrystusowi, podszedł do niego i przytulił go – pozwolił mu wypłakiwać się na swoim ramieniu. Stali tak kilka minut. Patrzyłem na nich w milczeniu i pomyślałem: To właśnie jest Kościół, za który Jezus umarł. To właśnie jest Jego Ciało. Właśnie dlatego pozostawił nas na ziemi i dał nam to proste zalecenie: „Płaczcie z płaczącymi”.

Bramy piekielne nie przemogą go

Reżim komunistyczny od samego początku postawił sobie za cel unicestwienie chrześcijaństwa. W 1945 roku na terenie Korei Północnej było ponad 300 tys. chrześcijan, w samym Phenianie, nazywanym Jerozolimą Wschodu, znajdowało się sto kościołów (obecnie pozostały tylko trzy pokazowe, w których nabożeństwa są aranżowane na potrzeby zagranicznych gości). W wyniku surowych represji od 1953 r. życie straciło 300 tys. chrześcijan, zrzucanych z mostów do lodowatych rzek, zagładzanych na śmierć w więzieniach. Rodzicom odbierano dzieci i osadzano je w specjalnych komunistycznych ośrodkach wychowawczych.

Biblia poplamiona krwią znaleziona przy granicy Korei Północnej z Chinami

Pomimo tak straszliwych represji Kościół nie przestał istnieć. Szacuje się, że obecnie w Korei Północnej może być nawet do 100 tys. chrześcijan, z których większość przebywa jednak w obozach koncentracyjnych, gdzie są traktowani znacznie gorzej od innych więźniów. Soon Ok. Lee napisała, że z rozkazu Kim Ir Sena wierzący musieli chodzić z opuszczonymi głowami, aby nie podnosili wzroku ku niebu.

Wiele nawróceń odnotowuje się wśród uchodźców w Chinach. Niektórzy z nich postanawiają powrócić do Korei Północnej, by dzielić się Dobrą Nowiną ze swoimi bliskimi i przyjaciółmi. Niejednokrotnie płacą za to najwyższą cenę.

O żywotności Kościoła świadczy też tajny dokument antyreligijny z 2007 r., który stwierdza, że religia „rozprzestrzenia się jak rak, nawet w północnokoreańskiej armii powołanej do obrony socjalizmu”, i dlatego „musi zostać bezzwłocznie wypleniona, ponieważ pochodzi od naszych wrogów rozsianych po całym świecie”.* Ewangelia na wiele różnych sposobów dociera do Korei Północnej i ponownie okazuje się, że bramy piekielne, nawet tak szczelnie zatrzaśnięte, jak w Korei Północnej, nie mogą pokonać Kościoła, który Jezus powołał do życia.

Moja rola?

Norbert Vollerstern napisał: „Ludzie w Korei Północnej nie dadzą sobie rady sami. Poddani zostali praniu mózgów, terrorowi i innym formom nacisku stosowanym przez reżim. To jest moja medyczna diagnoza cierpień Koreańczyków. Musimy znaleźć sposób, aby ulżyć im w cierpieniu”.** Pewien misjonarz opowiadał o tym, jak zobaczył zdjęcie martwej północnokoreańskiej kobiety, leżącej na zamulonym brzegu rzeki Tumen, oddzielającej Koreę Północną od Chin. Uciekała przed głodem i tyranią. Utonęła lub została zastrzelona przez północnokoreańskich strażników. Zrozumiał wtedy, że Bóg wzywa go do działania. Pewna chrześcijanka w Korei Północnej przez lata modliła się w ukryciu w małej komórce. Nie wypowiadała słów na głos, aby nikt na nią nie doniósł. Cały czas jednak z przejęciem kołysała się na stopach, aż w drewnianej podłodze powstały wyżłobienia. Bóg zapowiedział już, że tych, którzy przychodzą z wielkiego ucisku i wyprali swoje szaty we krwi Baranka, poprowadzi do źródeł żywych wód i otrze wszelką łzę z ich oczu (por. Ap 7,9-17). A jaka jest nasza rola, do czego wzywa nas Bóg? Na to pytanie każdy z nas powinien odpowiedzieć sam…

Maciej Wilkosz

Artykuł z Biuletynu Głosu Prześladowanych Chrześcijan – Nr 6(14) 2009

Inni o Korei Północnej

„Dzieci w szpitalach na prowincji były wyniszczone fizycznie, karłowate, ciche, wyczerpane psychicznie i po prostu za małe na swój wiek. Ich oczy zionęły pustką, skóra ciasno opinała kości twarzy. W biało-niebieskich pasiakach wyglądały jak dzieci z Oświęcimia i Dachau. Ich wygląd świadczył o tym, że nie przetrwają nawet najmniejszego przeziębienia.

Cierpią nie tylko dzieci. Większość dorosłych cierpi na choroby psychosomatyczne – są wykończeni drylem, niekończącymi się paradami, zebraniami od szóstej rano i nieustannie wkładaną w głowy propagandą. Są u kresu wytrzymałości. Szerzy się depresja kliniczna i alkoholizm. Starzy i młodzi sprawiają wrażenie przerażonych”.**

Norbert Vollerstern, lekarz – jako członek niemieckiej grupy medycznej, Cap Anamur, przebywał w Korei Północnej od lipca 1999 r. do 30 grudnia 2000 r., kiedy to został wydalony z kraju.


„Odwiedziłem wszystkie byłe i obecne państwa autorytarne na tej planecie i wydawało mi się, że naprawdę widziałem już wszystko. Byłem świadkiem różnych form kontroli i nadużyć na Kubie pod rządami Castro i w Albanii za Hoxha, w komunistycznych Chinach i Wietnamie. Żadnej z tych wizyt nie można porównać do tego, co zobaczyłem w Korei Północnej, gdzie oznaki represji i izolacji są tak wyraźne, że bezustannie wywoływały u mnie dreszcze”.**

Maurizio Giuliano, dziennikarz i brytyjsko-włoski ekspert do spraw polityki


„Uważałem to za normalne, gdy moi koledzy z klasy nie pojawiali się w szkole, ponieważ byli zbyt osłabieni głodem. Kiedy byłem w trzeciej klasie, koleżanka Oh Eun Kung ciężko zachorowała, ponieważ najadła się dzikich moreli. Godzinami wiła się w agonii, zanim umarła. Nie przysługiwała jej pomoc medyczna. Mogliśmy jedynie cicho zapłakać. Miałem też przyjaciela, Lee Kwang Jina, którego ojciec ciężko zachorował. Matka pracowała na bazarze, ale nie radziła sobie z utrzymaniem rodziny, ponieważ zabrano im przydział żywnościowy. Cała rodzina umierała z głodu. Kwang Jin i jego brat wyglądali tak strasznie, że nie można było na nich patrzeć. Dowiedziałem się potem, że ich ojciec uciekł i umarł z rozpaczy, a matka w szoku opuściła synów. W końcu obaj rzucili szkołę i zaczęli żyć na ulicy. Brat Kwang Jina zmarł z głodu, a Kwang Jin żył z tego, co ukradł na targu. Zimą zamarzł na śmierć. Teraz, gdy o tym myślę, wydaje mi się, że związani byliśmy jakimiś niewidocznymi kajdanami, które nie pozwalały nam przeciwstawić się władzom, mimo iż to one były sprawcami naszego bólu”.**

Kang Huk, po ucieczce z Korei Północnej zamieszkał z rodzicami w Korei Południowej<


„W ciągu tych lat, które spędziłam w więzieniu, widziałam, jak umiera wielu chrześcijan. A jednak nigdy nie wyparli się Boga, który jest w niebie. Wystarczyło, żeby powiedzieli, iż nie wierzą w religię, a zostaliby zwolnieni. Nie rozumiałam, dlaczego nie boją się śmierci. Ich niespotykana wiara wzbudziła w moim sercu wielkie pytanie: Co takiego oni widzieli, czego ja nie wiem?”.

Soon Ok Lee, oddana członkini partii komunistycznej, która na podstawie sfabrykowanych oskarżeń przebywała w północnokoreańskim więzieniu w latach 1986-1992. Po ucieczce z kraju i dotarciu do Korei Południowej została chrześcijanką (cytat pochodzi z jej autobiografii Eyes of the Tailess Animals).


* Cyt. za: Prześladowani i zapomniani. Raport o prześladowaniach chrześcijan w latach 2007-2008, Pomoc Kościołowi w Potrzebie.

** Cyt. za: Korea Północna za zasłoną, red. prof. A. Rzepiński, Helsińska Fundacja Praw Człowieka Warszawa 2004.

Kontakt

FacebookYoutubeFeedTwitter
Jesteś tutaj: Home Artykuły KOREA PÓŁNOCNA: Łzy uciśnionych
Nasza witryna używa cookies. Możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach przeglądarki.
Więcej w Polityce prywatności ... Zgadzam się