Głos Prześladowanych Chrześcijan

Pamiętajcie o więźniach, jakbyście współwięźniami byli ... Hbr 13,3

Miłosierni Samarytanie

W przypowieści o miłosiernym Samarytaninie Jezus pokazuje na czym polega udzielanie praktycznej pomocy ludziom poszkodowanym.

Pewien człowiek schodził z Jeruzalem do Jerycha i napadli na niego bandyci, którzy nie tylko go obrabowali, ale też poranili, zostawili na pół umarłego i odeszli (Łk 10,30).

W takim stanie znajdują się często nasi bracia i siostry w wierze, którzy padli ofiarą brutalnych prześladowań. Doznali tak głębokich i rozległych obrażeń, że bez pomocy innych osób nigdy nie powrócą do pełnej sprawności fizycznej lub choćby takiej, która pozwoli im w miarę normalnie funkcjonować.

Natomiast pewien Samarytanin, który tamtędy podróżował i również obok niego przechodził, kiedy go zobaczył, ulitował się. Podszedł do niego, opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem, wsadził go na swoje zwierzę, zawiózł do zajazdu i opiekował się nim. Następnego dnia wyjął dwa denary, dał karczmarzowi i powiedział: Zajmij się nim, a jeśli coś więcej wydasz, oddam ci, kiedy będę wracał (Łk 10,33-35).

W tych kilku prostych zdaniach Jezus w mistrzowski sposób ukazał, na czym polega udzielanie pomocy osobom pokrzywdzonym, w tym chrześcijanom okaleczonym w wyniku prześladowań.

  • Kiedy go zobaczył. Punktem wyjścia do okazania jakiejkolwiek pomocy jest zwyczajna wiedza o zaistnieniu konkretnej potrzeby.
  • Ulitował się. Sama wiedza, zwłaszcza jej nadmiar, jaki serwują nam dzisiejsze media, może prowadzić do znieczulicy, a zatem wywołać odwrotny od zamierzonego skutek. Dlatego tak ważne jest pielęgnowanie wrażliwego serca, pełnego Bożej miłości. Samarytanin ulitował się, dosłownie był dogłębnie poruszony tym, co zobaczył. Nie doznał jedynie chwilowego rozrzewnienia. Współczucie skłoniło go do działania. Wiedział, że nie znalazł się przypadkowo w tym miejscu i musi coś z tym zrobić.
  • Podszedł do niego. To my musimy zbliżyć się do ofiar prześladowań, „podejść do nich”, gdyż nasi cierpiący bracia i siostry nie są w stanie tego uczynić. Nie mają ku temu środków, a często są tak dotkliwie okaleczeni, że nie mogą poruszać się o własnych siłach.
  • Opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem. Samarytanin udzielił pierwszej pomocy, uratował życie poszkodowanemu. Zapewnił niezbędne środki opatrunkowe i lekarstwa.
  • Wsadził go na swoje zwierzę, zawiózł do zajazdu. Zapewnił poszkodowanemu transport do odpowiedniego miejsca, w którym będzie mogło być podjęte dalsze leczenie.
  • Opiekował się nim. Nie próbował szybko wywinąć się od odpowiedzialności, lecz zaangażował się całym sobą. Nawiązał osobistą relację. Poszkodowany przestał być anonimowy, lecz stał się jego pacjentem.
  • Wyjął dwa denary, dał karczmarzowi i powiedział: Zajmij się nim. Zapewnił środki finansowe na kontynuację leczenia i znalazł odpowiednią osobę (personel medyczny) do dalszej opieki nad poszkodowanym.
  • A jeśli coś więcej wydasz, oddam ci, kiedy będę wracał. Dbał o to, aby dokładnie rozliczać się ze wszystkich poniesionych wydatków. Przede wszystkim jednak zależało mu na tym, aby leczenie zostało przeprowadzone pomyślnie do samego końca.

Innymi słowy, Samarytanin zapewnił poszkodowanemu kompleksową opiekę, aby mógł on powrócić do pełni sił. Niczego w zamian nie oczekiwał. Pragnął jedynie dobra swojego bliźniego – swojego brata. Jakże wiele wysiłku trzeba włożyć, by pomóc jednej osobie w potrzebie – jednemu okaleczonemu chrześcijaninowi!

Modlitwa to za mało

Zastanawiające, że Jezus ani słowem nie wspomina, by Samarytanin modlił się o poszkodowanego. Z pewnością nie chciał On w ten sposób umniejszać rangi modlitwy, o której wielkim znaczeniu wielokrotnie nauczał. Kontekst wskazuje raczej na to, że starał się zwrócić uwagę na fakt, iż modlitwa nie może nigdy stać się jedynie religijną fasadą. Wspomniani w tej przypowieści kapłan i lewita zapewne modlili się w Jerozolimie, z której powracali – i cóż z tego… Cóż z tego, jeśli nawet po powrocie do domu pomodlili się o człowieka leżącego przy drodze, jeśli ich modlitwa stanowiła jedynie zasłonę, za którą skrupulatnie ukrywali własny egoizm. Modlitwa to za mało, by wypełnić wielkie przykazanie miłości do Boga i bliźniego. Musi ona przerodzić się w czyn albo pozostanie jałowym pustosłowiem.

Komu pomagamy

Samarytanin przełamał też wszelkie ówczesne bariery kulturowe i religijne. Zważywszy na fakt, że poszkodowany powracał z Jerozolimy, był zapewne Żydem. Z natury panujących ówcześnie stosunków Samarytanin powinien czuć do niego niechęć, jeśli nie odrazę. „Żydzi bowiem nie utrzymują kontaktów z Samarytanami” (J 4,9b). W naszej służbie na rzecz prześladowanych chrześcijan często spotykamy się z pytaniami odnośnie tego, komu konkretnie pomagamy; jak odróżniamy prawdziwego chrześcijanina od tego nieprawdziwego. Niekiedy można spotkać się z zarzutem, że okazywana przez nas pomoc płynie zbyt szerokim strumieniem, a przecież niektórzy nią objęci mogą być tylko „nominalni”. Tom White, wieloletni dyrektor The Voice of the Martyrs w Stanach Zjednoczonych, który sam z powodu głoszenia ewangelii spędził w kubańskim więzieniu siedemnaście miesięcy, udzielił w tej kwestii następującej odpowiedzi: „Jeśli komuś przystawiają pistolet do głowy i pytają, czy wierzy w Jezusa, a on odpowiada >>tak<<, to mnie to wystarcza”.

Kontakt

FacebookYoutubeFeedTwitter
Jesteś tutaj: Home Miłosierni Samarytanie
Nasza witryna używa cookies. Możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach przeglądarki.
Więcej w Polityce prywatności ... Zgadzam się